Kat

Pochwalcie się tu waszymi pracami, tak graficznymi jak i piśmienniczymi, może opowiadania? A może ktoś z was trafi do alei zasłużonych a jego dzieła na stałe trafią do świata gry jako księgi lub ikony ( skarb w grze ;) )
Awatar użytkownika
Ponczek
Posty: 272

Kat

Post#1 » 26 cze 2017, 21:12

Koła wozu leniwie obracały się po wyboistym gościńcu, prowadzącym do Trójdroża. Za wozem ciągnął się słodki aromat jabłkowo-cynamonowego dymu, wydobywającego się z fajki trzymanej przez siedzącą z przodu kobietę. Obok niej był stary woźnica, co chwila spluwający na mijaną ziemię.
- Także, pfu, mówi panienka, że ze wschodu przyjeżdża? I co tu będzie robić? - zapytał łypiąc na nią przekrwionym okiem.
Kobieta pociągnęła głęboki wdech z fajki, rozkoszując się słodyczą dymu i wydmuchała go ustami, tworząc aromatyczną, gęstą chmurę.
- Nie wiem. Pewnie jakieś śledztwo mi przydzielą. - odparła znużonym tonem. Była zmęczona długą podróżą i ciągłym odpowiadaniem na pytania ludzi spotykanych za granicą zachodniej prowincji. Miała dziwny akcent, a słowa mówiła niewyraźnie, łamiąc poszczególne sylaby. Nie miała zbyt wiele praktyki w posługiwaniu się slavskim szczebiotem.
Mijali kolejne wsie, sady i pola.
- Czyli panienka, to…
- Detektyw. Podinspektor…
*
- Fa-hej. - powiedział znudzony Tlilkowatl patrząc na kawałek pergaminu wręczony przez niską, drobną kobietę w czerwonej mieszczańskiej sukience. - Podinspektor Fahej Illatos. -
- Fohii Illatosz - poprawiła go kobieta z ciemnobrązowym warkoczem, pachnąca cynamonem i jabłkami. Jej orzechowe oczy mierzyły terakanina mieszaniną wściekłości i zmęczenia. Ponad tydzień spędziła w podróży.
- Bez różnicy - usłyszała obojętny na jej uwagę głos Węża. - Wiesz po co tu jesteś, chudzino?
A więc wracamy do normalności. Przywykła już do takiego traktowania - poniżania i lekceważenia. Odsyłania do kuchni czy prania. Wyśmiewania. Ale ona przeżył już swoje, w tym krótkim życiu. Życiu w biedzie, ciągłym głodzie i brudzie na wschodnich krańcach imperium. Przeżyła seksistowskie traktowanie i molestowania. Jakoś musiała się stamtąd wyrwać. Nie ważne w zamian za co.
- Nie dlatego że jesteś dobra. Nie dlatego że dałaś komuś dupy. Ani też nie dlatego że jesteś kobietą. Nie potrzebujemy tu dodatkowych kurew. Jesteś tu dlatego, bo ktoś miał taki kaprys. - jego głos był oślizgły zupełnie jak jego żółta, wężowa skóra, pokryta zielonymi łuskami. Jego zimne, gadzie oczy, patrzyły na nią z grobową obojętnością. Podał jej do ręki kawałek niewygarbowanej skóry. - To twój glejt, chudzino. Na jego mocy możesz wejść do każdego domu w Eadern na naszych ziemiach, przesłuchać i zamknąć każdego chłopa czy mieszczanina. Zgwałcić każdą dziewkę. I możesz wejść do Drohszczy główną bramą.
Spojrzała na marny pergamin, próbując odczytać dziwne, zawiłe i ostre pismo Węża.
- Dzięki niemu jesteś imperialnym detektywem.
*
Na zewnątrz, pod bramą czekała oparta o ścianę, wysoka araganka. Machnęła od niechcenia do kobiety. Pociągnęła z fajki, otaczając się aromatycznym dymem i niechętnie podeszła do Scylli.
- Czego od ciebie chciał Wąż? - zapytała ją w płynnym romańskim.
- Nareszcie ktoś, kto nie syczy i nie szczebiocze tym parszywym slavskim językiem! - krzyknęła uradowana.
- Zadałam pytanie. - rzuciła ostro Scylla, rażąc ją ostrym wzrokiem swych czerwonych oczu. - Po co byłaś u łuskowatego?
- Dał mi rozkazy. - odpowiedziała nieco urażona.
- Nie wyglądasz mi na pierwszego lepszego posłańca z łapanki. Ale nie jesteś chyba zbytnio mądrzejsza od reszty tych pacanów. Jakie rozkazy? Co on znowu kombinuje? - jej oczy błysnęły złowrogo, a pod gardłem kobiety nagle pojawiło się ostrze aragańskiego sejmitara.
- Mam przeprowadzić śledztwo w sprawie ostatnich morderstw. - odpowiedziała z lekkim zmieszaniem.
- A więc w końcu postanowił zająć się Katem. - mruknęła pod nosem i schowała miecz z powrotem do pochwy pod swym przewiewnym płaszczem. - Nie spodziewam się byś przeżyła do końca tygodnia, ale… Ktoś jednak musiał cię wybrać do tej roboty.
Zmierzyła kobietę jeszcze swym przenikliwym, hipnotyzującym wzrokiem, po czym odwróciła się, udając w stronę miasta. Rzuciła jeszcze:
- Spodziewałam się kogoś lepszego, niż prowincjonalnej dziewki.
Imię: Tir'yene Rasa: Ludź Wiek: 19 Wzrost: 170 cm
Cechy: S 20, B 6, I 4, SW 4, K 6, SZ 7
Skille:
Barb: 3 3 3 3 1



Pyszny Malinowy Ponczek

Obrazek

Awatar użytkownika
Ponczek
Posty: 272

Re: Kat

Post#2 » 19 sie 2017, 14:43

Padał deszcz. Nie jakaś tam mżawka, tylko porządna, listopadowa ulewa. Czasu tego po ulicach krążyła tajemnicza postać. Ciągnęła za sobą wielki topór, którego ostrze rysowało o kamienne ulice Drohszczy. Zwali go Katem.

Postać sunęła szybkim, płynnym krokiem, przez mokre ulice. Krople deszczu uderzały o kamienny chodnik. Ciemność nocy rozświetlał tylko przychmurzony księżyc i blade płomienie ledwo tlących się żagwi. Tajemnicza postać skręciła w wąską, boczną uliczkę. O tej porze na ulicach nie było nawet oprychów. Nie odkąd zaczął po nich krążyć Kat. Nad drzwiami wisiał wyblakły, podniszczony i pełen pęknięć szyld z symbolem krawca. Postać zapukała dwa razy. Po chwili drzwi otworzyły się, a w futrynie stanął stary krasnolud.

- Czego? Khe Ghe... - zakasłał, zasłaniając swoje usta pięścią - Zamknięte.

- Wpuścisz mnie? - zapytała postać melodyjnym głosem, z dziwnym akcentem .

- A, to ty, Cin. Khu Ghu... Wejdź zatem - powiedział robiąc przejście dla gościa - Ten tego... Czuj się jak w domu.

Postać stanęła na środku pokoju i ściągnęła kaptur z głowy, ukazując gruby, ciemno brązowy warkocz i łagodne rysy twarzy. Kobieta zdjęła szary płaszcz i usiadła wygodnie na starym fotelu.

- Masz jakieś wieści z frontu Cin? - zapytał krasnolud swym niskim, nieco schorowanym głosem.

- Wojna idzie wspaniale, a Drohszcz wkrótce będzie nasza. - odpowiedziała patetycznym tonem z szyderczym uśmiechem na ustach.

- A tak naprawdę? - powiedział siadając w drugim fotelu i wyciągając fajkę z kieszeni fartucha.

- Tak naprawdę, to jest ciężko. Ponosimy straty, a dowódcy ślepo wysyłają kolejne jednostki do boju. Do tego slavscy partyzanci sabotują nasze transporty, a Zakon napiera od południa. - kobieta przerwała i spojrzała w ogień paleniska - Jeśli szybko nie zajmiemy Drohszczy, możemy zostać cofnięci na wschód i przegrać wojnę.

- Rozumiem. Zmieniając temat... Po co tu jesteś? - zapytał ropalając fajkę kawałkiem płonęcego drewna.

Kobieta przyglądała się hipnotyzującemu blaskowi płomienia zastanawiając się nad czymś. Po chwili jednak spojrzała w oczy starego krasnoluda.

- Przecież wiesz. W całym mieście słychać przerażone szepty o Kacie..

- Taaak... - przeciągnął słowo w lekkim zamyśleniu - A czemu przyszłaś do mnie?

- Bo jesteś imperialną wtyką w Drohszczy - powiedziała nawet nie udając konspiracji. Wiedziała że nikt nie podsłuchuje. Kat zbytnio sterroryzował tą dzielnicę, by ktoś interesował się sąsiadami, zamiast własnym bezpieczeństwem.

- Czego ode mnie oczekujesz? Że powiem kim jest ten morderca?

- Tak. Znasz dobrze to miasto. Nie bez powodu wybrano cię do pracy dla wywiadu. Wiesz dobrze, co możemy zrobić. Co mogą zrobić Slavowie, gdy poznają prawdę o Krawcu Toghainie...

- Dobrze, już dobrze! - powiedział wyraźnie poddenerwowany. Widział już kiedyś ciała zdrajców nabite na pale przed miejską bramą. Całe spopielone i oskórowane. Z twarzami zamarniętymi w krzyku pełnym bólu...

Krasnolud wstał z fotela i podszedł do starej, zniszczonej komody i zaczął grzebać w jednej z szuflad. Po chwili wyjął z niej kawałek pergaminu.

- Masz. Pójdź z tym do Geraitha pod Burdą w tym waszym Trójdrożu. On powinien coś wiedzieć. Kat działa nie tylko w stolicy. - ostatnie zdanie powiedział po części z przerażeniem, ale też z satysfakcją, iż Kat morduje również imperialnych - Geraith jest winny mi przysługę, a to pismo mu o tym przypomni. Tylko proszę cię, bądź dyskretna. Nie chcę, by moje znajomości przepadły przez twój kaprys.

- Jaki kaprys?

- Chociażby urwanie delikwentowi języka. Jak ostatnio... - spuścił wzrok na podłogę.

- Pora na mnie. - rzuciła obojętnym tonem po czym wyszła z domu starego krawca.

Na ulicach słychać było symfonię dźwięku spadających kropel mieszającym się ze skrzypem ostrza topora ciągniętego przez kamienny chodnik i krzykiem kolejnej ofiary...
Imię: Tir'yene Rasa: Ludź Wiek: 19 Wzrost: 170 cm
Cechy: S 20, B 6, I 4, SW 4, K 6, SZ 7
Skille:
Barb: 3 3 3 3 1



Pyszny Malinowy Ponczek

Obrazek

Awatar użytkownika
Ponczek
Posty: 272

Re: Kat

Post#3 » 19 sie 2017, 15:25

Słońce zaczynało powoli migotać na wschodzie, ulice powoli wypełniały się ludźmi i zwierzętami. Drohszcz wypełniało życie tak sparaliżowane w nocy. Fahej zakwaterowała się w gospodzie "Pod Ostrą Bibą", gdzie próbowała zasnąć, ostatecznie jednak spędziła noc przy oknie, obserwując puste ulice slavskiej stolicy i rozmyślając nad minoym dniem. W bramie miejskiej oczywiście robiono na nią wielkie oczy.

*

- Żżże co ku..wa? - spojrzał na nią zdziwiony strażnik, dzierżący pikę zamiast halabardy - Chhhcesz do miasta? Te, Wienia! - krzyknął do towarzysza na murze. - Widziałeś? Imperialna chce do miasta wejść!

Wienia wyjrzał zza blanki, wybałuszył oczy, by lepiej widzieć, po czym splunął soczyście.
- A każ jej spier..lać!
- Słyszałaś. Wypieprzaj albo cię nadziejemy na pikę przez ci..ę! He, ku..wa ale rym. - zarechotał aż z jego nosa poleciał pociągły glut.
- Widzisz? To glejt. Nie umiesz czytać, to zawołaj swego dowódcę. - z trudem łączyła kolejne słowa w zdania, trzymając w ręku swój pergamin i patrząc na niego gniewnie. Już sięgała po różdżkę ukrytą między fałdami sukni, gdy z wieży wyszedł rosły mężczyzna.
Miał na sobie wypolerowany miedziany napierśnik i wielkie błyszczące naramienniki.
- Co tu się do c..ja wafla dzieje? - jego głos brzmiał niczym dzwon - Co to za kobieta?
- To jakaś imperialna dziewka komendancie. Mówi że może wejść do miasta. - od razu zaczął tłumaczyć strażnik.
- Mam tu glejt od Tlil... Tliko...=. - kobieta wręczyła komendantowi mały pergamin próbując wymówić imię swego przełożonego.
Mężczyzna spojrzał na nią podejrzliwie, po czym wziął od niej dokument. - Fahej... Podinspektor... Uprawniona do... W ramach zawieszenia... - Szybko przeleciał wzrokiem po koślawych slavskich napisach. - Dobra. Za mną. - machnął do niej ręką.

*

W strażnicy było względnie ciepło i przytulnie, dzięki kominkowi na środku jednej ze ścian. Mężczyzna usiadł przy starym biurku, wyjął czysty kawałek pergaminu, pióro i zaczął coś skrobać.
- Właścicielkę tego glejtu należy przepuścić przez każdą bramę i drzwi... - mamrotał pod nosem, po czym nakapał na pergamin nieco wosku ze świecy i docisnął go swym miedzianym pierścieniem z symbolem orła. - Masz. Twój glejt od Węża nic ci tu nie da, ludzie nie potrafią czytać. Za to każdy menel rozpozna to godło. Chcesz gdzieś wejść? Pokazujesz pieczęć. Ktoś o coś się spieprza? Pieczęć. Nie rozumiesz co ktoś mówi? Pieczęć. Pilnuj go jak oka w głowie, bo to klucz otwierający wszelkie drzwi. Jakieś pytania?
Kobieta spojrzała na niego wyraźnie zdziwiona.
- Dlaczego to wszystko? Skąd ta współpraca z wrogiem?
Komendant tylko się uśmiechnął.
- Mamy z Wężem pewien układ. Ponieważ przegrywacie wojnę z Zakonem i naszymi braćmi, Wąż odpuści ataki na stolicę, w zamian za współpracę. Szczegóły niech cię nie interesują i tak już wiele ci powiedziałem. - widać że pozwolił sobie trochę za dużo gadać. - Mniejsza. Twoim zadaniem jest wytropić mordercę zwanego Katem i go złapać. Lub zabić. Wiem że macie wtyki w mieście, ale ze względu na rozejm, zrezygnowałem z wbicia ich na pale. Na razie. Wykorzystaj ich, powinni coś wiedzieć.
Kobieta wzięła glejt i podeszła do drzwi od strażnicy.
- Jeszcze jedno panienko. Masz straszny akcent, gorszy niż większość imperialnych jakich można spotkać w Eadern. Uważaj na niego.
Imię: Tir'yene Rasa: Ludź Wiek: 19 Wzrost: 170 cm
Cechy: S 20, B 6, I 4, SW 4, K 6, SZ 7
Skille:
Barb: 3 3 3 3 1



Pyszny Malinowy Ponczek

Obrazek

Awatar użytkownika
Ponczek
Posty: 272

Re: Kat

Post#4 » 01 wrz 2017, 3:26

Słońce w końcu wyłoniło się w pełni zza dachów miasta, malując swym blaskiem ulice na złoto. Fahej skończyła palić swoją wieczorną fajkę, wyjęła z kieszeni wycior i wciąż siedząc przy oknie, zaczęła czyścić kawałek wiśniowego drewna. Po kilku minutach znów ją nabiła i zapaliła pstrykając palcami nad tytoniem.
- Czas na poranną fajkę. - uśmiechnęła się nieco melancholijnie i mocno pociągnęła tytoniu.

*

- Przejścia nie ma - usłyszała nad głową tępy głos.
Cały dzień spędziła szukając poszlak, świadków i kontaktów, ale za każdym razem okazywało się, ze "nikt nic nie widział i nic nie powie". W mieście wyraźnie wyczuwalny był strach, unosił się w powietrzu niczym cuchnąca mgła z mokradeł, paraliżując i niszcząc normalne życie. Nikt nie plotkował o mordercy. Ludzie bali się że przyjdzie po nich. Nagle wyrwała się z zamyślenia.
- Głucha? NIE. MA. PRZEJ-ŚCIA. - wycedził jej do ucha strażnik.
Uderzyła go łokciem w brzuch i przystawiła czubek różdżki do szyi. Przed jego oczami zawisnął kawałek pergaminu z symbolem orła.
- Naj...mmocniej... Ppp..prze.. praszam. - wydukał i odsunął się od drzwi. Najwyraźniej był na tyle wysoki że nie trafiła w brzuch...

*

- I jak? Jakieś ślady? - powitał ją głos komendanta.
- Nic. Ludzie są tak przerażeni że boją się odezwać do kogoś obcego.
Mężczyzna nalał wina do dwóch srebrnych pucharów. U pasa miał bogato zdobiony, żelazny miecz. Rarytas w Eadern. Szczytem technologicznym tutejszych ziem są miedziane topory i włócznie, chodź nawet zadziwiająco wytrzymałe.
- Taa... A co u Toghaina? Dalej męczy go grypa? Dziwne że wciąż może chodzić o swoich siłach. No co? - podał jej kielich z subtelnym uśmieszkiem na twarzy - Czy ja ci wyglądam na tępego osiłka? Myślisz że jak zostałem komendantem i dogadałem się z Wężem?
Usiadł wygodnie w fotelu przy kominku i wyciągnął nogi do przygasającego ognia. Jego jasne włosy połyskiwały w świetle wątłych płomieni. W prawej dłoni powoli mieszał wino w kielichu.
- Jeśli szpieg jest przydatny, to nieważne po czyjej jest stronie i dla kogo pracuje. Myślę że znam kogoś, kto może pomóc w pani śledztwie...

*

W pomieszczeniu było zimno, cicho i wilgotno. O dziwo jednak czysto, może nawet za czysto. W starym drohickim lochu postanowiono osiedlić pewnego nieco obłąkanego medyka, uważanego również za szarlatana. Jego prawdziwe imię zdążyło już zaginąć w odmętach jego poplątanej pamięci, toteż zwykł sam siebie nazywać "Doktorem". Pan Doktor trafił do lochu za rzekome
wysadzenie swego tajnego laboratorium, a wraz z nim czterech domostw i pewnego powszechnie znanego i lubianego burdelu. Wspominano coś również o szczątkach dzieci w ruinach jego piwnicy, ale później uznano że to jednak kości dusiołów, porońców, bingerlingów i innych szkodników. Ponieważ umarł jedynie tuzin osób, a sam Pan Doktor przejawiał niesamowita fascynację wszelkimi zwłokami i sposobami okaleczania owych, postanowiono że miastu bardziej od jego śmierci, przysłuży się jego wiedza i chora żądza rozczłonkowywania tego co żywe i nie-żywe, osadzono go w starym lochu gdzie urządzono mu prosektorium.
- Dd..dzień d..dobry - odezwał się swym szczurzym głosem nieco się przed nią kłaniając. Po chwili zauważyła że to nie ukłon, a postępujący z wiekiem garb. - Wwww.. Cczy-czym mogę słuuuu-uużyć?
Przekręciła oczami i westchnęła głeboko.
-Aaaa.. ha.. - podrapał się po brodzie. Nie, po wielkiej owłosionej brodawce na swej brodzie - On Panią tu sprowadził.
Podszedł do krzywej komódki i wyjął z niej szklaną butelkę. W powietrzu uniósł się charakterystyczny zapach gazy, leków i spirytusu.
- Dają mi mało samogonu, a potrzebny jest mi do badań. Dlatego mieszam wódę z wodą, kilkoma substancjami i fermentuję. Nie bardzo nadaje się do picia, ale co tam - wzruszył ramionami, po czym golnął sobie porządnie z butelki. - Ah, najmocniej panienkę przepraszam, gdzież moje maniery. Ruben Mortus. - skłonił się nisko, po czym żwawo wyprostował. Po garbie nie było ani śladu. Dopiero teraz mogla się mu lepiej przyjrzeć. Miał długie, spadające do ramion brązowe włosy. Były mocno skołtunione, ale zdrowe i czyste. Na twarzy widać już było zmęczenie i zmarszczki, ale dodawały mu tylko pewnej powagi gdy tak stał wyprostowany. Twarz miał pociągłą i godną.
- Proszę wybaczyć te idiotyzmy w postaci jąkania i garbienia. Oraz tej brodawki. - sięgnął do swej brody i uśmiechając się zdjął z niej brodawkę. - To tylko zakrzep po nieudanym eksperymencie, bardzo jednak przekonujący... Co do mojego stanu psychicznego.
- Strasznie dużo pan mówi. - w końcu się odezwała.
- Proszę mi wybaczyć. Po prostu od tak dawna nie mogłem z nikim normalnie porozmawiać. Cały czas muszę udawać. Ale cóż, to chyba temat na inną rozmowę, bo jak mniemam ma pani bardzo ważne sprawy do załatwienia u mnie, panno...
- Fohii. Fohii Illatosz.
- Ahh... Wschodnia Romana, tak? Ale nieważne, są pilniejsze sprawy na głowie. - wziął ją delikatnie za bark i poprowadził na drugi koniec ciemnej sali. Zobaczyła przed sobą stół z dwoma nagimi, męskimi ciałami...
Imię: Tir'yene Rasa: Ludź Wiek: 19 Wzrost: 170 cm
Cechy: S 20, B 6, I 4, SW 4, K 6, SZ 7
Skille:
Barb: 3 3 3 3 1



Pyszny Malinowy Ponczek

Obrazek

Awatar użytkownika
Ponczek
Posty: 272

Re: Kat

Post#5 » 23 wrz 2017, 12:43

- Co my tu mamy... - podrapał się po podbródku - Athema i stolem. Oba samce.
Kobieta podeszła bliżej ciała athemy.
- Zakonnik, znaleźliśmy go w kanałach, tuż pod murami. - ciało było chude, ciemno szare, ale nie zostało zbytnio uszkodzone - Nie utonął. - dotknęła skóry denata. Była w miarę sprężysta.
- Nie, nawet nie był w wodzie. Proszę spojrzeć na to. - odchylił głowę athemy tak, że widać było jego łysą potylicę - napastnik uderzył jego głową w kamienną ścianę. Cios natychmiast zabił ofiarę.
- Skąd wiadomo że to dzieł Kata? - przyglądała się odciskom na szyi, zmiażdżonej silnym chwytem. - I czy ten samiec nie zginął od zmiażdżenia szyi?
- Kręgi szyjne o dziwo są całe, nawet nie stracił przytomności. Ale i tak by zginął, miał całkiem zniszczoną krtań.
- Czyli napastnik to wielka kupa mięśni. - mruknęła pod nosem.
- Taa... Tutaj zaś mamy rosłego stolema. - wskazał na drugie ciało. - Jego zabito w pobliskim burdelu. A to... - wskazał na kawałek sznura z pętlą obok - Jest narzędzie zbrodni. Odcięto ją z szubienicy na rynku. Napastnik założył ją ofierze na szyję, po czym zwęził węzeł i ją udusił. Stolem próbował się bronić, ale niewiele mu to pomogło. - uśmiechnął się mimowolnie.
- Nie było żadnych świadków? - zapytała przyglądając się śladom po sznurze na szyi ofiary.
- Był... A raczej była. - wskazał na stół za kobietą. - Ale też nie dożyła, by o tym opowiedzieć.
Na stole leżało ciało młodej kobiety, całkiem urodziwej i posiadającej dorodne kobiece atrybuty. Fahej spuściła oczy na swoje ze zmieszaną miną na twarzy.
- To... ekhm... Pracownica owego przybytku, w którym znaleziono denata. - widać było że mężczyzna jest lekko zakłopotany. - Ją dotknęła chyba najgorsza śmierć.
- Jaka? - pani detektyw zdjęła z ciała kobiety przykrycie, tak że widziała ją całą.
- Napastnik włożył jej rozgrzany do czerwoności pogrzebacz do... - przełknął ślinę.
- Do czego? - naciskała detektyw. Oglądała z bliska nogi ofiary. Na jej twarzy malowało się dziwne połączenie zazdrości i satysfakcji. Spojrzała na jej krocze.
- Do... www... wwaginy.
Fahej wmurowało. Kobieta miała poparzone i zmasakrowane całe łono i okolice intymne. Widocznie morderca chciał zadać jej jak największy ból.
- Ofiara zmarła w wyniku szoku organizmu, ale zanim to nastąpiło...
- Minęło naprawdę dużo czasu. - dokończyła detektyw.
- Tak.
- Co wiemy o ofiarach? - zmieniła temat. Czuła się nieswojo.
- Athema był drobnym złodziejem. Stolem należał do kompanii najemników z północnych gór która wcześniej pomagała slavom na froncie, ale chyba się poróżnili. Najemnicy splądrowali i spalili dwie slavskie wsie.
- Kobieta zaś była dziwką. Sądzisz że te zbrodnie są jakoś powiązane, czy też morderca zabija co popadnie? - zapytała Fahej. Wciąż była wstrząśnięta śmiercią kobiety. A raczej jej sposobem.
- Z pewnością w jakiś sposób wybiera swe ofiary. Ale mamy za mało poszlak, by móc wywnioskować coś konkretnego. - podrapał się po podbródku i lewym policzku. -Z pewnością jednak nie zaprzestanie zabijać.
- Z pewnością nie...
Imię: Tir'yene Rasa: Ludź Wiek: 19 Wzrost: 170 cm
Cechy: S 20, B 6, I 4, SW 4, K 6, SZ 7
Skille:
Barb: 3 3 3 3 1



Pyszny Malinowy Ponczek

Obrazek

Awatar użytkownika
Ponczek
Posty: 272

Re: Kat

Post#6 » 03 lut 2018, 22:45

Wznieśli kufle do toastu.
- Za jaśnie wielmożnego Cara! Naszego Pana najukochańszego! I jego Podatki! - poborca był już wyraźnie pijany.
- Za Cara! Za Podatki! - zawtórowali mu urzędnik celny i sekretarz urzędu miejskiego, zderzając się kuflami. Na stole pojawiły się świeże plamy po piwie, dołączając do okruchów chleba i indyka.
- Ale przede wszystkim, za Jarmark! - poborca wydał z siebie gardłowy okrzyk.
- Za Jarmark! - jego dwaj towarzysze dołączyli się do wołania, tworząc niski tercet.
Jarmark był w Trójdrożu najważniejszym świętem w roku, napędzającym gospodarkę lepiej niż jakiekolwiek machinacje kupców. Tego dnia cześć oddawało się trzem boginiom: głośnej i wszechobecnej Korupcji, wielkiej Chciwości, oraz skromnej i cichej Kradzieży. Tego dnia dorobić się mógł każdy. Zwłaszcza tych trzech urzędników, za co też teraz obchodzili to małe nabożeństwo.

*
Wyszedł z karczmy, pożegnawszy się z uchlanymi w sztok przyjaciółmi. Zaznajomiła ich ze sobą wspaniała kobieta, bogini Mamona. Chwała Ci o Pani!
Szedł jedną z głównych ulic, nie przejmując się złodziejami. Każdy wiedział, że atak na poborcę podatkowego Imperium to największa na świecie zbrodnia. Dla takiego zbrod… nie, terrorysty! Tak, terrorysta to najlepsze słowo, na kogoś kto budzi terror w obywatelach, mordując urzędnika państwowego, zwłaszcza tak niezbędnego do funkcjonowania państwa jak poborca podatkowy. A więc dla takiego terrorysty, najlepszego mistrza umierania ściąga się choćby z samego końca Imperium! A taki to już potrafi sprawić, by skazany cierpiał przez trzy, może nawet cztery dni!
Tak rozmyślając nad systemem sprawiedliwości działającym w Imperium, poborca dotarł na główny plac. Za dnia trwało tu święto handlu i rozpusty, teraz jakby ustąpiło miejsca grobowej ciszy. Nigdzie wokół żywej duszy… Poznikały nawet stragany i rozdeptane warzywa. Usłyszał jakiś szmer. Podskoczył wystraszony niczym mysz która wyczuła obecność kota. A może… Odwrócił się do tyłu, rozglądając się wokół przerażony do szpiku kości. Wokół panowała kompletna ciemność, żadna z pochodni na ulicach nie była zapalona, a księżyc i gwiazdy przesłonięte były gęstymi chmurami. Chciał czym prędzej ruszyć w stronę swego domu, gdy nagle poczuł szarpiący ból w brzuchu. Złapał się za niego i spojrzał w dół. Ręce miał całe we krwi. Rana ciągnęła się od lewego do prawego boku, gruby brzuch coraz bardziej odchodził od ciała zsuwając się na nogi. Kopnięto go w plecy, padł na bruk. Pełzł powoli do przodu, byle uciec przed napastnikiem. Byle jak najdalej. Wnętrzności wylewały się na ziemię, tworząc krwawy szlak za swym właścicielem. Z wielkim trudem dotarł na środek placu…

*
- Co tu mamy? - zapytała strażnika gdy dotarła na miejsce.
- Niezłe gówno. - odparł mężczyzna. Spojrzała na niego karcącym wzrokiem. Mimo jej mikrej postury i delikatnej twarzy, strażnik jakby się nieco skulił i zmniejszył, chociaż wciąż stał w tej samej pozycji.
- Co tu się stało? - ponowiła pytanie, tym razem z wyraźnym naciskiem.
- Jakiś kut… - chrząknął - Ktoś zamordował poborcę podatkowego. O! - wskazał na środek placu - Tam. Pewnie teraz ściągną tu jakiegoś mistrza umierania z końca Imperium , by morderca cierpiał przez cztery, albo nawet pięć dni. - dodał z wyczuwalną trwogą w głosie.
- Co? Gdzie tam. - machnęła ręką - Wezmą kata stąd. I nikt nie jest w stanie torturować przez pięć dni. Trzy najwyżej, ale to już agentura imperialna i zakonna inkwizycja. No, dobry mag mógłby męczyć przez tydzień, może półtora. Wiem, bo sama jestem magiem.
Mężczyzna nie wiedział czy kobieta kpi, zwłaszcza, że mówiła jakby cały dialog ją bawił, jednak widać było pewną siłę w jej słowach. Wolał nie sprawdzać samemu jaka była prawda.
Weszła na środek placu. Znajdował się tam niewysoki podest, na którym zamontowana była szubienica. Na niej właśnie wisiał denat. Ale nie miał pętli na szyi. Zawieszono go na haku wbitym pod żebro, tuż pod prawą pachą. Kobieta wskazała strażnikowi gestem, by odciął ciało. Obejrzała je pobieżnie po czym kazała zabrać je do prosektorium. Sama zajęła się oglądaniem miejsca zbrodni. Zaczęła od ciągnącej się przez pół placu ścieżce z jelit, krwi, piwa i niestrawionego indyka.

*
- Hmm… - Ruben kończył właśnie zszywać poprzednio rozciętą do badań skórę z klatki piersiowej denata - Mówi więc Pani, że Kat rozciął ofierze brzuch, a wnętrzności i cały jej posiłek ozdabia teraz bruk na placu targowym? Niezłe gówno.
Kobieta mimowolnie lekko się uśmiechnęła.
- Dokładnie. Ofiara szła z karczmy "Smoczy Wyziew" do swego domu, który znajduje się za placem. To właśnie tam została zaatakowana. Czołgała się w stronę domu, o dziwo nawet w dobrym kierunku. Później napastnik złapał ofiarę za kaftan i zaciągnął na podest…
- Katowski - wtrącił Mortus. Podszedł do szafki i wyjął z niej butelkę samogonu. Wyjął korek, odkaził się zewnętrznie i wewnętrznie, po czym podał butelkę Fahej - Widocznie lubi symbolizm.
- Najwyraźniej. - przyjęła butelkę i zażyła dawkę aprobowaną przez lekarza który podał jej lek - Na miejscu wbił ofierze hak głęboko pod żebro i zawiesił ją na szubienicy.
- Długo konał. Na haku za żebro wiesza się tylko największych zbrodniarzy i przywódców bandyckich szajek. - dodał koroner.
- Najgorsze, że nikt oczywiście nic nie widział i nic nie powie. - zażyła drugą dawkę i oddała środek leczniczy lekarzowi. Ten odkaził się ponownie i schował butelkę do szafki. Kobieta kontynuowała wypowiedź - W dodatku ofiara to poborca podatkowy którego wszyscy nienawidzili i teraz każdy się boi, że zostanie powiązany ze zbrodnią.
- Czyli dalej stoimy w miejscu. - skwitował mężczyzna.
- Na to wygląda. Niezłe gówno…

*
Siedziała przy oknie paląc swoją fajkę. W powietrzu unosił się mocny, ciężki, jagodowy dym. Musiała się skupić. Na niebie widać było setki gwiazd, nad którymi górował wielki księżyc w pełni. Jasnym było, że Kat zna się na powolnym i bolesnym zabijaniu, a sposoby na jakie tego dokonuje są symboliczne. Sznur z szubienicy, duszenie, pogrzebacz jako nabijanie na pal i wypalanie, teraz bezpośrednie powieszenie na haku… Nawet ślepy, by to zauważył. Ona starała się znaleźć w tym głębszy sens. Po co to robi? Poczucie wymierzania sprawiedliwości? Szpieg, morderca, nierządnica i skorumpowany urzędnik. Może po prostu się bawi nadanym mu przezwiskiem i czerpie przyjemność z zabijania ludzi? A może gra z nią w jakąś grę? Przygotował ją zanim przybyła, zostawił wskazówki, a teraz gdy wie, że gracz się pojawił, dał jasny znak, że gra się rozpoczęła? Jaka jest więc stawka? Ludzkie życie to tylko marne miedziaki, jemu musi chodzić o coś więcej. Sprawdziła listę wszystkich drohickich mistrzów umierania z ostatnich pięćdziesięciu lat. Oczywiście większość nie żyła, a dwóch pozostałych, w tym jeden aktualny, nie pasowali do opisu wykonanego przez Rubena. Cholera, ta sprawa to niezłe gówno…
Imię: Tir'yene Rasa: Ludź Wiek: 19 Wzrost: 170 cm
Cechy: S 20, B 6, I 4, SW 4, K 6, SZ 7
Skille:
Barb: 3 3 3 3 1



Pyszny Malinowy Ponczek

Obrazek

Wróć do „Wasz dorobek”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości